Do New Delhi dojeżdżamy 11 września o 11 z minutami. Wysiadamy z pociągu na zatłoczonej stacji, zdając sobie sprawę z faktu, że na następną podróż pociągiem Indian Railways przyjdzie jakiś czas poczekać. Jedyne szczęście, że opuszczamy znów niewygodny wagon z twardymi i wąskimi siedzeniami a na początku podróży byliśmy świadkami pięknego wschodu najbliższej nam gwiazdy.
Main Bazarem, mijając tzw. “krowie rondo” dochodzimy do Hotelu “Relax”, gdzie już czeka na nas jego właściciel Rajinder Kumar. Targujemy cenę, zjadamy co nieco, żegnamy się ze spotkanymi w Agrze Lechem – Absolwentem Słowaka i uczestnikiem X Wyprawy i jego kolegą Mateuszem, którzy właśnie rozpoczynają swą “indyjską przygodę”. Rykszami udajemy się do południowej części miasta.
W odległości 12 km od centrum znajduje się pochodzący z końca XII wieku Meczet Potęgi Islamu (Quwwat-ul-Islam), po którym pozostały właściwie ruiny. Bogato zdobione w akanty fragmenty ścian i kolumny świadczą o zdobniczym przepychu wzniesionej ponad 800 lat temu budowli. Jeden z jej elementów przetrwał do dziś niemal w niezmienionym stanie. To najwyższy, wznoszący się na 72,5 metra minaret Qutb Minar z bogato zdobionymi balkonami, wykonany z czerwonego piaskowca przedzielanego warstwami białego marmuru. Podobnie ciekawym obiektem jest pochodząca z V wieku Żelazna Kolumna, której odporność na procesy utleniania do dziś pozostaje niewyjaśniona przez metalurgów tajemnicą.
Łatwo za to wyjaśnić sobie przyczynę drogowej stłuczki jaką zaliczamy w drodze powrotnej, zwiedziwszy Qutb Minar Complex i dwa sklepy z dywanami, figurkami i wszystkim czego dusza bardzo zamożnego podróżnika zapragnie (my nie zapragnęliśmy niczego z powodu niespełnienia warunków wyznaczających bogactwo). Jeden z rykszarzy nagle stracił panowanie nad swym wehikułem i na szczęście mało rozpędzona ryksza, poruszająca się torem obywatela wracającego z taniego baru piwnego, huknęła w tylni zderzak “ambasadora”. Biała limuzyna okupiła to niewielkim wgnieceniem, ryksza straciła reflektor (i tak rzadko używany) i jego oslonę, zaś pasażerki wyszły roześmiane podobnie jak ci, którzy całe zdarzenie obserwowali z sąsiednich pojazdów.
Następny dzień spędzamy w Old Delhi. To jedno z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie. Na jednym kilometrze kwadratowym mieszka tu około 200 tysięcy mieszkańców. My jednak rozpoczynamy od Muzeum Gandhiego, a następnie rozległego, doskonale utrzymanego parku, w którym znajdują się Samadhi – miejsca kremacji najważniejszych dla współczesnych Indii postaci. Raj Ghat to miejsce całopalenia Ojca Narodu – Mohandasa Karamchanda Gandhiego - “anioła satjagrahy“, którego Rabindranath Tagore nazwał Mahatmą – Wielki Duchem, a który zginął od kul zamachowca, hinduskiego nacjonalisty Nathurama Godse 30 stycznia 1948 roku, w kilka miesięcy po uzyskaniu przez Indie niepodległości, o którą Mahatma nie stosując przemocy walczył tak długo. Tu także na pogrzebowych stosach spłonęły szczątki Jawaharlala Nehru – pierwszego premiera niepodległych Indii, jego córki, Pani Premier Indiry Gandhi oraz wnuków Sanjaya i zamordowanego w 1991 roku Rajiva – premiera Republiki Indii.
Dojeżdżamy w pobliże Czerwonego Fortu (Lal Qila). Zanim przejdziemy przez Bramę Lahore, na którą od 1947 roku, co roku w dniu 15 sierpnia wciągana jest narodowa flaga Indii “Tricolor”, zaglądamy do dość niezwykłego szpitala. Jego pacjentami są… ptaki. Tym razem jest ich około setki. Część z połamanymi skrzydłami, część z obandażowanymi nogami. Obok “ptasi lekarze” opatrują kolejnego rannego, a na stole w małych pojemnikach leżą różnokolorowe tabletki i buteleczki ze znanymi farmaceutom miksturami.
Pora na Red Fort. Twierdzę wzniósł Szach Dżahan w latach 1638-1648. Podobna do innych, okolona 30 – metrowej wysokości murem z czerwonego piaskowca, mieści w sobie pałace, meczety i sale audiencyjne. To właśnie tutaj, w Sali Audiencji Prywatnych Diwan-i-Khas stał kiedyś wykonany ze szczerego złota, zdobiony kamieniami szlachetnymi, Pawi Tron – jeden z symboli Cesarstwa Mogołów – najbogatszego wówczas imperium świata. Niestety tron nie przetrwał do dziś. Zniszczony w 1739 roku przez wojska perskiego władcy Nadir Szacha, znalazł we fragmentach swe miejsce w Persji – dzisiejszym Iranie.
Szach Dżahan, kolejny po Akbarze wielki budowniczy wzniósł w pobliżu największy indyjski meczet – Jama Masjid – Meczet Piątkowy. Na dziedzińcu mieści się na modlitwach ponad 25 tyś. Wiernych. Dwa 40 – metrowe minarety, cebulaste kopuły z białego marmuru i czerwone piaskowcowe ściany wzniesiono według ścisłych zasad, pozwalających na zachowanie doskonałych proporcji.
“Ucztę dla ciała” zafundowaliśmy sobie w znanej restauracji “Moti Mahal”, specjalizującej się w potrawach mogolskich, czyli tzw. kuchni tandoori. Mięso kurczaków lub baraninę, uprzednio marynowane w jogurcie z przyprawami, piecze się w specjalnym glinianym piecu zwanym tandoor. Do tego upieczone w tym samym piecu mączne placki nan. Smak zaiste niepowtarzalny.
13 września spędzamy w New Delhi. Zaprojektowane przez Edwina Lutyensa miasto tworzy tonący w oazie zieleni zespół jedno- lub dwukondygnacyjnych rezydencji. W jednych z nich mieszczą się muzea Indiry Gandhi oraz Mahatmy Gandhiego. To drugie zlokalizowane jest w domu Birlów – indyjskich potentatów gospodarczych. Właśnie w tym miejscu zamordowany został jeden z największych autorytetów współczesnego świata – Mahatma Gandhi. Ekspozycja jest ciekawa. To historia życia i walki o niepodległość Indii, ale również walki o zachowanie przez świat podstawowych, ważnych dla ludzkości zasad moralnych. Pierwsze piętro to interaktywna wystawa pozwalająca zwiedzającemu uczestniczyć w wydarzeniach tamtych lat.
Jednak najważniejsze zabudowania stolicy ponadmiliardowego mocarstwa skupiają się wzdłuż i u zamknięcia głównej arterii – Rajpath (dawniej Kingsway). Niewysokie Wzgórze Raisina zwieńcza Rashtrapati Bhavan – pałac prezydencki, a wcześniej rezydencja wicekróla Indii, położony w 130 – hektarowym ogrodzie. Niżej, symetrycznie względem Rajpath wniesiono w stylu mogolsko – europejskim siedzibę rządową, tzw. Secretariat.
W pewnym momencie zostajemy delikatnie wyproszeni z ulicy i skierowani przez policję na szeroki chodnik. Środkiem drogi przejeżdża z właściwym sobie indyjskim spokojem, kolumna samochodów. W jednym z nich, na tylnym siedzeniu rozpoznajemy charakterystyczną postać w sikhijskim turbanie. To obecny Premier Republiki Indii dr Manmohan Singh. Pewnie znów można doszukać się jakiejś symboliki w tym spotkaniu poprzez przyciemnione szyby samochodu. Z jednej strony Bhimbetka – najstarsze, paleolityczne ślady pobytu człowieka na tych ziemiach, z drugiej współczesność w osobie Pana Premiera.
Rajpath łagodnie opada szeroką promenadą. Z lewej mijamy ogromną rotundę Sansad Bhavan – indyjskiego, dwuizbowego parlamentu. Z drugiej strony wznosi się w niebo, zamykający Rajpath wysoki łuk tryumfalny – Brama Indii. Jest ona wyrazem hołdu dla 90 tysięcy Indusów walczących pod flagą brytyjską i poległych w czasie I Wojny Światowej oraz III Wojny Afgańskiej w 1919 roku.
Ostatnie dwa dni pobytu w Delhi, ostatnie dni wyprawy to chwile spędzane zwykle w podobny sposób. Zakupy, zakupy, zakupy. Kupujemy pamiątki dla swoich bliskich, przyjaciół, dla Szkoły. Jest czas na ostanie degustacje indyjskich specjałów kulinarnych. W piątkowy wieczór spotykamy się na rooftopie Hotelu “Relax”, by podsumować dwa miesiące wędrówki po Indiach i Nepalu, w sobotę pożegnalna kolacja w restauracji “Berco’s” i ostatnie smaki. Potem już tylko spakowanie naszego stale rosnącego dobytku i przejazd taksówkami na Indira Gandhi International Airport. Nasz samolot fińskich linii lotniczych “Finnair” ma wystartować 16 września 2007 roku o godzinie 3.15 nad ranem.
Kończy się XI Szkolna Wyprawa Geograficzna “Indie – Nepal 2007”, w czasie której 19 uczniów I Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie, opiekunowie (a momentami także napotykani Absolwenci Słowaka) pokonało 13 tysięcy kilometrów.
Ale fajnie było !!!
Epilog. Niech będzie, byle krótko. Kiedy stoimy na pasie startowym delhijskiego lotniska jest 30 stopni Celsjusza. Po dziesięciu godzinach jesteśmy w Warszawie. Terminal 2 nadal świeci pustkami a na dworze jest 10 stopni. Cóż, swojskie klimaty. Około czwartej rodziny, sympatycy i dziennikarze witają nas w Ogrodach Słowaka, a nazajutrz mamy miłe powitanie w Szkole.
Wyprawy nadszedł kres.
Dziękujemy wszystkim za wsparcie - Ambasadorowi Republiki Indii i Prezydentowi Miasta Chorzów za honorowy patronat, Telewizji Polskiej, Polskiemu Radio Katowice, Gazecie Wyborczej, Dziennikowi Zachodniemu i Chorzowianinowi za patronat medialny, Szanownym Sponsorom za hojność a naszym Rodzinom, Nauczycielom i Przyjaciołom za bycie z nami (choć daleko od nas) w czasie tych dwóch pięknych, letnich miesięcy.
W imieniu uczestników Wyprawy - Przemysław Fabjański (autor relacji z wyprawy do Indii i Nepalu A.D. 2007)